Ciekawy pomysł na promocję spółki ma Jastrzębska Spółka Węglowa… Właśnie wydała kolejny kalendarz. Tym razem tematem przewodnim są pasje pracowników. Poszczególnymi miesiącami będą: rycerz, wiolonczelista, hodowca gołębi, kanarków, koni, paralotniarz, maratończyk, mistrz pożarnictwa, zawodnicy curlingu, kobieta jeżdżąca na ścigaczu, inna trenująca aikido i rzeźbiarz.
Sam pomysł wydawania kalendarza nie jest nowością – ot, choćby legendarny kalendarz Pirelli. Odpowiednia oprawa i chwytliwy motyw przewodni i mamy świetne narzędzie promocji, komunikacji wewnętrznej oraz podtrzymywania kontaktów z kontrahentami.
(fot. Fot. Piotr Sobaczak / Kalendarz JSW)
Kalendarz w wersji elektronicznej znaleźć można TU.
Zadaniem marketingu jest przekształcanie potrzeb społecznych w możliwości osiągnięcia zysku. (autor nieznany, za: Ph. Kotler, Kotler o marketingu, Warszawa 2006)
Kandydaci docenili Internet. Ale czy Internet doceni kandydatów?
Komunikacja w Internecie wymaga szybkości, dynamizmu i prostoty. Nie znosi zbędnego patosu i tworzenia sztucznego dystansu. Akcentuje naturalność i spójność przekazu. I tego będzie wymagała internetowe kampania wyborcza.
Sztaby wyborcze powoli odsłaniają karty. Przede wszystkim uruchomiły strony internetowe, zamieszczają filmy na YouTube, udzielają się w serwisach społecznościowych i prowadzą mikroblogi.
Wirtualna aktywność głównych kandydatów przedstawia się następująco (kolejność alfabetyczna):
Kandydat: Jarosław Kaczyński
Wykorzystane narzędzia:
strona internetowa
YouTube
Kandydat: Bronisław Komorowski
Wykorzystane narzędzia:
strona internetowa
YouTube
blip
facebook
twitter
Kandydat: Grzegorz Napieralski
Wykorzystane narzędzia
strona internetowa
YouTube
blip
twitter
facebook
flaker
yam
Na razie prym wiedzie G. Napieralski. Wykorzystuje największą ilość narzędzi. Czasem czyni to dość nieporadnie. Z niektórych wpisów można wywnioskować, że jego sztab wyborczy odkrył Internet dwa dni temu i z dumą ogłasza jego zalety:
B. Komorowski zorganizował videoczat z Moskwy, natomiast Jarosław Kaczyński udzielił swojego pierwszego wywiadu w tej kampanii. Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby rozmówcami kandydata nie byli blogerzy portalu Salon24. Jest na tyle strategiczne posunięcie, że kandydat – mówiąc delikatnie – nie słynie z miłości do Internautów. Dwa lata temu wypowiadał się o nich niezbyt pochlebnie: "Nie jestem entuzjastą tego, by sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota". Teraz z tymi „młodymi ludźmi” zasiadł do rozmowy.
Co znamienne, ze stron kandydatów daje się wyczuć pewną rezerwę do Internetu. Odnoszę wrażenie, że Internet jest – póki co – pewnym dodatkiem, takim słupem ogłoszeniowym, a nie kanałem komunikacji. Zamieszczone na stronach kandydatów przekazy nie są jeszcze dostosowane do wymogów komunikacji 2.0.
Mimo potknięć, najlepiej radzi sobie w sieci G. Napieralski. Daje się poznać jako człowiek komunikatywny i bezpośredni. Jego „nowoczesny” wizerunek wydaje się być bardziej autentyczny niż pozostałych. Może dlatego, że w sieci jest aktywny od lipca zeszłego roku. Teraz tylko zintensyfikował swoje działania. Pozostali utworzyli strony wyłącznie na potrzeby kampanii. J. Kaczyński i B. Komorowski muszą dopiero wejść do sieci. Dać się oswoić wyborcom z nowym wizerunkiem, pokazać, że Internet jest dla nich naturalnym narzędziem komunikacji. A to nie będzie łatwe.