O dobre imię branży PR
 Oceń wpis
   

Jeśli jakieś działanie ktoś chce zdeprecjonować to nazywa je PR-em. W wielu debatach public relations uchodzi za narzędzie oszukiwania. Wpływa to na postrzeganie przez społeczeństwo całej branży.

Co pewien czas daje się słyszeć głos specjalistów, którzy zaznaczają, że podobne działania nie mają z PR-em nic wspólnego. Środowisko PR podjęło inicjatywę zmierzającą do zmiany tej sytuacji. Na stornie glospr.pl Związek Firm Public Relations opublikował list otwarty przeciw nadużywaniu w debacie publicznej terminu „public relations”. Zbyt często używa się go jako synonimu krętactwa, manipulacji i kłamstwa. Tymczasem, na co zwracają uwagę autorzy listu, public relations to „działania wykluczające posługiwanie się kłamstwem. Jeśli ktoś wprowadza opinię publiczną w błąd, manipuluje lub tuszuje rzeczywistość, nie prowadzi działań PR. Public relations opiera się bowiem wyłącznie na prawdzie i zakłada uczciwą i rzetelną komunikację na temat prowadzonych działań”.

Mam wrażenie, że PR traktowany jest jako przysłowiowy chłopiec do bicia. Bez znajomości branży traktuje się ją jako zakłamane i sprzedajne narzędzie służące do omamienia odbiorcy. Cierpią na tym głównie osoby wykonujące ten zawód. Patrzy się na nie nieufnie, albo wręcz przypina łatkę zawodowego kłamcy. A przecież public relations to rzetelna, oparta na zaufaniu, służąca zarówno nadawcom (różnego rodzaju organizacjom i ich produktom) jak i odbiorcom (grupom otoczenia) komunikacja. Jest branżą jak każda inna. I podobnie jak każda inna branża ma prawo do dobrego imienia.

 

 


Komentarze (0)
PR-owskość czy eksperctwo?
 Oceń wpis
   

Do napisania tego tekstu skłonił mnie felieton Igora Zalewskiego „Wizerunek zasłania istotę rzeczy”. Autor przedstawia PR-owskość jako chorobę cywilizacyjną. Czy ma rację?

Czym jest PR-owskość? Zdaniem Zalewskiego jest to postawa, w której „(…) nieważne jest to, jak jest naprawdę, tylko to, jakie kto robi wrażenie. (…) Właściwie każda sytuacja traktowana jest jako okazja do kreowania wizerunku. Własnego albo cudzego”. Dalej pisze: „Patrzymy, co jest dobrym zagraniem, co jest majstersztykiem, co jest fatalną wpadką w budowie wizerunku. I na tej podstawie oceniamy. Zwycięstwo identyfikujemy ze zwycięstwem PR-owskim, klęskę - z klęską PR-owską. A przecież w polityce, ale też w sztuce czy ekonomii, chodzi, a przynajmniej chodzić powinno, o coś innego”.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to co robimy wpływa na nasz wizerunek, wpływa na to, jak nas postrzegają inni. A skoro wpływa, to staramy się, aby wpływało jak najlepiej. Wizerunek jest niejako pochodną wielu ocen: moralnych, estetycznych, pragmatycznych. Najlepiej widać to na przykładzie młodzieży, która doskonale czuje gdzie i z kim wypada się pokazywać, do jakich sklepów chodzić, czy na jakich portalach społecznościowych się udzielać. Ale przecież trudno byłoby powiedzieć, że uprawia PR.

Niestety, naszą dość znamienną cechą narodową jest „eksperctwo”. Polacy po prostu znają się na wszystkim. A skoro wiele mówi się o public relations i kształtowaniu wizerunku, to i również na tym. I ta umiejętność pozwala patrzeć na świat przez „okulary PR-owców”. Właściwie, skoro wszyscy znają się na polityce, ekonomii, nie są im obce zagadnienia gospodarki i finansów, to czemu i na PR mieliby się nie znać? I tak, zamiast oceniać wydarzenia przez pryzmat moralności, patrzą na nie pod kątem skuteczności wizerunkowej. Mają tu na myśli przede wszystkim własną ocenę (np. moralną). Można by to określić mianem pewnego skrótu myślowego: coś, co im się nie podoba, budzi w nich obrzydzenie, moralną dezaprobatę określają PR-owskim błędem. I wcale nie dlatego, że zdiagnozowali to na podstawie wiedzy i doświadczenia w tej dziedzinie, lecz dlatego, że tak czują i oceniają jako negatywne. Ta PR-owskość nie jest niczym innym, jak zamianą pojęć z języka moralności na inne, bardziej pragmatyczne. Już od dawna można zaobserwować, że z naszego języka znikają terminy wiążące się z oceną moralną. Są one zastępowane przez inne, bardziej utylitarne. I PR ani PR-owcy nie są za to w żaden sposób odpowiedzialni.

Tę manierę potęguje niewielka wiedza na temat PR-u, jego funkcji, zadań, celów. Sprowadzany jest dość często, zwłaszcza w toku gorących dyskusji politycznych, do roli pojedynczego wydarzenia, które ma przyczynić się do wzrostu popularności. Niestety, zwłaszcza w kontekście politycznym używa się tego określenia i najczęściej niezgodnie z jego znaczeniem. Obecnie każdą decyzję polityczną analizuje się pod kątem tego, jaką popularność przyniesie. To nie jest PR, to po prostu pragmatyzm. Nie wszystko, co wiąże się z wizerunkiem jest PR-em. Wielu zdaje się nie brać tego pod uwagę, gdy mówi o PR-owskości. Wychodzą oni z błędnego rozumienia tej branży i powielają błędne schematy w myśleniu o niej.

Komentarze (0)
Wizerunkowe ocieplanie Kościoła
 Oceń wpis
   

Ze względu na okres świąteczny postanowiłem napisać nieco o nowych działaniach komunikacyjnych Kościoła, który raczej niechętnie patrzy na wykorzystywanie narzędzi PR. Ostatnio w tym względzie zachodzą niewielkie zmiany. Mniej więcej dwa tygodnie temu otwarty został portal franciszkanska3.pl.

Portal został przygotowany przez grupę Adweb i ma być połączeniem serwisów informacyjnych i społecznościowych. Jest to pierwsza tego typu platforma diecezjalna wychodząca naprzeciw współczesnym trendom komunikacyjnym. Co prawda sam portal nie będzie w stanie wizerunku Kościoła zmienić, niemniej jest dobrym krokiem w tym kierunku. W Internecie, oprócz stron diecezjalnych i parafialnych, istnieją serwisy Konferencji Episkopatu, Katolickiej Agencji Informacyjnej oraz licznych grup i stowarzyszeń religijnych. Nie przekłada się to jednak na działania komunikacyjne. Komunikacja kościelna przebiega jednostronnie i polega raczej na przekazywaniu komunikatów niż na partnerskim dialogu.

Aby odnieść sukces portal musi czymś się wyróżnić. Młodzież często odwiedza strony internetowe, bierze udział w dyskusjach i zapisuje się do różnych społeczności. Czy znajdzie się miejsce na jeszcze jedną społeczność? To zależy od tego, jaką wartość dodaną zaoferuje się użytkownikom, wartość, którą tylko użytkownicy tego portalu będą posiadać. Jeśli będzie to kolejny serwis informacyjno-społecznościowy, to szanse przebicia się są raczej niewielkie. Zastanawiam się, czy samo zaakcentowanie katolickości wystarczy. Jak na razie portal próbuje być „wszystkim dla wszystkich”. Jego oferta już jest dość bogata, a ma być jeszcze bogatsza.

Taką platformę warto przede wszystkim wykorzystać jako miejsce dyskusji. A więc nie tylko jako narzędzie przekazywania informacji, ale również jej zbierania, wymiany poglądów. Nie chodzi tu przecież tylko o przedstawienie stanowiska Kościoła. Powinno raczej być to miejsce, w którym dyskutuje się na tematy trudne i niewygodne. Wizerunek Kościoła katolickiego w ostatnich latach systematycznie się pogarsza. Nieumiejętne zarządzanie sytuacjami kryzysowymi związanymi z wybuchającymi skandalami przyczyniło się do spadku zaufania. Platforma więc może, a nawet powinna, dodatkowo pełnić funkcję czegoś w rodzaju „mini centrum antykryzysowego” skierowanego do młodzieży, gdzie porusza się i omawia aktualne problemy Kościoła. Nie da się ich zignorować, czy udawać, że zostały rozwiązane. Jeśli tego zabraknie, portal nie stanie się rzeczywistą platformą komunikacyjną. Będzie tylko ogromnym serwisem skupiającym funkcje innych religijnych portali i tylko tym się od nich różniącym.

Kościół dysponuje całą paletą narzędzi PR. Dysponuje nawet czymś więcej, wciąż dużym zaufaniem społecznym oraz przychylnością mediów. Wiele organizacji może tylko pomarzyć o takim punkcie wyjścia. Ale nie wystarczy posiadać narzędzia, trzeba jeszcze umieć się nimi sprawnie posługiwać. Dobrze, że zaczęto sięgać po wiedzę i doświadczenie profesjonalistów. 

 

Komentarze (2)
1 | 2 |




           
           

Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:40
najlepszeprezenty.com.pl:
PR firm farmaceutycznych
:)
2013-11-21 19:26
artes liberales:
ZUS zmienia wizerunek
Panie Radosławie, spośród 6 kanałów, 3 to jedynie zapowiedzi. Nie musimy wierzyć w zapowiedzi,[...]
2012-05-22 00:46
mbiznes konto:
Firma społecznie odpowiedzialna
Niestety dzisiaj wiekszosc firm nie jest.