Nie wszyscy kochają banki
 Oceń wpis
   

W ostatnim czasie wizerunek banków został poważnie nadszarpnięty. Napływające wiadomości o powziętych próbach renegocjacji umów kredytowych, chęci zrzucenia kosztów na klientów, czy groźbach wypowiedzenia kredytu spowodowały wzrost nieufności do tych instytucji. Jak mogą się bronić przed utratą wiarygodności?

Minione kilka lat były dla banków złotym okresem – także pod względem wizerunkowym. Udało im się przezwyciężyć obraz instytucji czyhającej na pieniądze swoich klientów; instytucji, której nie można ufać i niebezpiecznie jest wziąć w niej kredyt. Wraz z rozwojem oferty i finansowym prosperity ruszyły działania komunikacyjne mające na celu zwiększenie wiarygodności. Powstał obraz banków jako instytucji pewnych, przyjaznych klientowi i mających w miarę przejrzyste zasady. Były one postrzegane jako instytucje, którym zależy na zadowoleniu klienta. Jednak kryzys finansowy zmienił ten wizerunek diametralnie. A właściwie nie tyle sam kryzys, co niefortunne decyzje biznesowe i błędy komunikacyjne.

Naturalne jest, że firmy zmagające się z kryzysem zaglądają głębiej do kieszeni swoich klientów. Banki, chcąc podwyższyć marże, chciały ograniczyć straty. Te próby spotkały się z niezadowoleniem klientów, a nawet buntem. Banki na nowo zaczęły być postrzegane jako instytucje niemalże krwiożercze, bezlitosne organizacje wykorzystujące swoją przewagę nad kredytobiorcami. Sytuację tę postanowiły wykorzystać SKOK-i i w ciekawej (choć ryzykownej) kampanii odcięły się od negatywnego balastu wizerunkowego. W takiej atmosferze trudno jest bankom prowadzić komunikację, gdyż ich przekaz zawsze spotka z podejrzliwością (w najlepszym wypadku).

Skutecznym elementem w komunikacji, oprócz racjonalnych argumentów, są emocje. Nie jest to stwierdzenie ani nowe ani odkrywcze. Sztuką jest jednak umiejętne ich wykorzystanie. Przekaz bazujący na emocjach jest najskuteczniejszym sposobem zmiany wizerunku i korekty wizerunku przeszłego (pamięci wstecznej). Dobrze pod tym względem sprawdza się nacechowany pozytywnymi emocjami przekaz autobiograficzny. Niezręczne obecnie byłoby jego stosowanie w reklamach wizerunkowych banków. Kłóciłoby się to niewątpliwie z bieżącym doświadczeniem klienta, a tym samym byłby on niewiarygodny. Dlatego przez jakiś czas lepiej ograniczyć się do raczej emocjonalnie neutralnych kampanii produktowych.

Jest to pewien sposób na przetrwanie zawieruchy. Gdyby teraz chcieć prezentować banki jako instytucje przyjazne, których najważniejszym celem jest szczęście klienta, byłoby to posunięcie niemalże samobójcze. W tym momencie bezpiecznym wyjściem są kampanie edukacyjne sygnowane nazwą banku. Wszak edukacji ekonomicznej brakuje najbardziej, skoro niektórzy skłonni są winą za kryzys finansowy obarczać wyłącznie banki.

Komentarze (2)
Powołanie jak z reklamy
 Oceń wpis
   

W dzienniku „Polska” ukazał się artykuł opisujący reklamowe starania niektórych seminariów duchownych o pozyskanie nowych studentów. Sama inicjatywa jest ciekawa i godna uwagi. Przyznam jednak, że rodzi we mnie mieszane uczucia.

„Żeby – jak pisze Artur Grabarczyk – zapewnić dopływ młodzieży do seminariów, rektorzy zdecydowali się na profesjonalną akcję marketingową. Kościół ma pomysł na walkę z pogłębiającym się kryzysem powołań kapłańskich. By zapełnić seminaria i klasztory, sięgnął po spoty reklamowe”. Mam wrażenie, że nie jest to gruntownie przemyślane działanie. Spoty z pewnością przyniosą jakiś efekt. Trudno określić jak duży. Na pewno zainteresują. Wydaje mi się jednak, że jest to rozpoczynanie pracy od końca. Można zwrócić uwagę, zachęcić, ale jeśli nie ma się wiele do zaoferowania, to nie pomogą żadne wysiłki. Czym innym jest przyciągniecie klienta, a czym innym utrzymanie go. Podobnie jest z kandydatami, szczególnie kandydatami do pracy. A mamy tu do czynienia ze specyficznym rodzajem pracy. Kampania więc powinna być połączona z całością działań komunikacyjnych zarówno poszczególnych diecezji jak i całego Kościoła w Polsce. To ostatnie jest niestety niewykonalne, ponieważ takowych działań nie ma. A wizerunek samego Kościoła jako instytucji jest mocno nadwątlony.

W pierwszej kolejności powinno podjąć się starania o poprawę wizerunku, zaprezentowanie kapłaństwa jako pełnej wyzwań formy pracy, a spoty czy reportaże muszą się wpisywać w przyjętą strategię, wspierać ją. I tylko tyle. Nie chodzi bowiem o sprzedaż produktu czy usługi. W przeciwnym razie po początkowym zachwycie nastąpi fala wystąpień z seminariów. A o to raczej pomysłodawcom nie chodzi.

Komentarze (0)
Sytuacja kryzysowa w firmie – zawsze i wszędzie
 Oceń wpis
   

Żadna instytucja nie jest bezpieczna. To może przydarzyć się zarówno ogromnemu koncernowi samochodowemu, małej firmie działającej na rynku lokalnym, jak i urzędowi gminy gdzieś w południowo-wschodniej Polsce. Spędza sen z powiek specjalistom od komunikacji, PR-u, prezesom zarządów, a nawet szeregowym pracownikom... Kryzys wizerunkowy...

Co rozbić gdy jeszcze go nie ma? Co zrobić, gdy już nadejdzie? Wiele instytucji nie zdaje sobie sprawy z tego, że zagraża również im. Czai się w każdej tabliczce czekolady, wyczekuje w niecce basenowej, czy na hali produkcyjnej. Trzeba się z tym faktem pogodzić, nie ma innego wyjścia. O tym, że kryzys wizerunkowy (osobiście wolę sformułowanie „zagrożenie wizerunku”) jest czymś normalnym, a nie jakąś nadzwyczajną sytuacją, przekonuje Urszula Podraza w książce Kryzysowe public relations. Opisuje w niej kilkanaście sytuacji zagrożenia wizerunku polskich instytucji. Najważniejszym wnioskiem płynącym z lektury jest przekonanie o „normalności” kryzysów, a właściwie ich powszechności. To nie jest coś, czego trzeba się bać, wystarczy się dobrze przygotować. A – jak pokazuje przypadek Grupy Kapitałowej Kęty – można nawet na nim zyskać.

Dobrze jest spojrzeć na kryzys jako na szansę, która wybija firmę z równowagi i stanowi okazję do wzmożonej komunikacji z otoczeniem. Prawda, że trudną, ale zawsze szansę. Jego przebieg zależy przede wszystkim od nastawienia służb PR. To przede wszystkim czas wzmożonej komunikacji i weryfikacji dotychczasowej strategii. Świadczy o tym doświadczenie wielu przedsiębiorstw. W końcu lepiej uczyć się na cudzych niż na własnych błędach.

Komentarze (0)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |




           
           

Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:40
najlepszeprezenty.com.pl:
PR firm farmaceutycznych
:)
2013-11-21 19:26
artes liberales:
ZUS zmienia wizerunek
Panie Radosławie, spośród 6 kanałów, 3 to jedynie zapowiedzi. Nie musimy wierzyć w zapowiedzi,[...]
2012-05-22 00:46
mbiznes konto:
Firma społecznie odpowiedzialna
Niestety dzisiaj wiekszosc firm nie jest.